czwartek, 25 kwietnia 2013

Imagin o Harrym cz. 3

-->
Hmmm? Dzwonek do drzwi? Może to ( I.T.P. ) po coś przyszła? Może złożyć życzenia, w końcu mam urodziny i miło by było, gdyby pamiętała. Podeszłam do drzwi i powoli otworzyłam. Moim oczom ukazał się nie kto inny, tylko Harry! Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam. On to odwzajemnił, po czym obdarzył mnie najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.
- Skąd ty tu? - spytałam – nie mówiłeś, że już dzisiaj wracasz...
- Chciałem zrobić ci niespodziankę, kotku – mrugnął – wszystkiego najlepszego! Już dziewiętnastka na karku, co ? Ale ty stara jesteś...
Palnęłam go w ucho, a on zachichotał. O tak, to był mój Harry, moje kochane Hazziątko. - Nawet nie wiesz jak tęskniłam... - powiedziałam.
- Wiem, przecież ja tęskniłem tak samo. A nawet jeszcze mocniej. Kocham cię, wiesz?
- Ja ciebie też kocham i nigdy nie przestanę!
- No ja mam nadzieję... - chłopak zaśmiał się. Usiedliśmy na kanapie nie mogąc nacieszyć się swoją obecnością. Długo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym zarazem. Harry nic się nie zmienił. Dalej te same loczki, oczy i dołeczki. Uśmiechnęłam się.
- A gdzie chłopaki? Przecież trasa trwa do listopada. Jak to wyjaśnisz? - spytałam udając poważną. Chłopak posmutniał.
- No bo widzisz, ja jakby... - podrapał sobie tył głowy – oni dokończą trasę beze mnie. Wyjechałem.
- CO?! Co ty zrobiłeś?! Czemu?! Nie możesz ich wszystkich zawieść! Co z fanami? Co z chłopakami?! Nie poradzą sobie bez ciebie!
- Ważne, że robiłem to dla ciebie. Cel uświęca środki. Dziś są twoje urodziny. Chciałem spędzić je z tobą – zamilkł. Ja też. W sumie faktycznie, to miło z jego strony. Może nie przemyślał wszystkiego dobrze, ale właściwie to cieszyłam się, że tu jest. Bo bardzo się stęskniłam.
- No dobrze. Przekonałeś mnie.
- To co, spacerek na zgodę? - mrugnął.
- Oczywiście. - i poszliśmy. Najpierw Loczek zabrał mnie na lody i do parku. Po około trzech godzinach świetnej zabawy wróciliśmy do domu około siedemnastej. Harry strasznie chciał iść na maraton horrorów do kina. Mimo że nie lubię horrorów, to akurat dzisiaj się zgodziłam, bo bardzo nalegał. O 22:00 zasiedliśmy na siedzeniach. Oglądaliśmy trzy pełnometrażowe filmy. Były to Laleczka Chucky, The Ring, Kolekcjoner. Byłam przerażona i często przytulałam się do mojego ukochanego, a jemu chyba to odpowiadało. Seans skończył się bardzo późno i byliśmy w domu około czwartej nad ranem. Rozwaliliśmy się na kanapie i usnęliśmy przytuleni do siebie.

środa, 24 kwietnia 2013

Imagin o Harrym cz. 2

-->
- Jasne, ( I.T.P. ), pewnie, że będę. Nie przepuszczę takiej okazji! Takie imprezy nie zdarzają się codziennie! O siedemnastej, tak? Okej, dobra. Bye! - odłożyłam słuchawkę i zniecierpliwiona wywaliłam wszystko z szafy. Co by tu włożyć? Muszę wyglądać perfekcyjnie! ( I.T.P ) zaprosiła mnie na imprezę z okazji oświadczyn jej chłopaka, Edwarda. Chodzili ze sobą bardzo długo, ale widać dopiero teraz Ed zdecydował się związać z nią na dłużej. No cóż, odłożyłam swoje przemyślenia na później i zaczęłam grzebać w rzuconych na kanapę ciuchach. Moim oczom ukazała się zakupiona wczoraj sukienka. Pomyślałam, że dobrze byłoby się w niej pokazać. W końcu dokonałam wyboru, a konkretnie zdecydowałam się na nią wraz z czrnymi sandałami na obcasach oraz mini, czarną torebką. Włosy postanowiłam związać w luźny kok. Wyglądałam w nim zawsze zabójczo.
W oczekiwaniu na upragnioną godzinę, zrobiłam sobie pyszny i zarazem zdrowy obiad, a konkretnie zamówiłam nuggetsy z frytkami z McDonalda. Delektując się ich cudnym smakiem ledwie usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich czym prędzej i wyjrzałam przez wizjer. Przed drzwiami nikogo nie było, ale na wycieraczce leżała koperta i róża. Zdziwiona rozejrzałam się po korytarzu. Nikogo nie było. Dziwne. Po namyśle wzięłam różę i kopertę, która była zaadresowana do mnie. Przed otwarciem zastanawiałam się, od kogo to. Ale po wydostaniu ze środka listu, wszystko stało się jasne.
Kochana ( T.I. )!
Wiem, że koniec naszego związku był spowodowany moim błędem. Błędem, którego nigdy mi nie wybaczysz. Ale ja nie proszę o wybaczenie. Proszę o akceptację. Zawsze wierzyłaś w dobro, w prawo, że trzeba być dobrym i akceptować inność. A ludzie są różni. Ja jestem inny. Może ja też tak jak ty i inni, mam jakieś marzenia, cele, ambicje? Swój charakter i chęci? To, że mam osobliwe znajomości i robię osobliwe rzeczy, nie znaczy, że jestem gorszy. Więc proszę, zaakceptuj mnie takiego, jaki jestem. Zamiast szukać we mnie wad, szukaj zalet. Zrozum, że ja może wcale nie jestem taki zły, jak ci się wydaje. Ja dalej Cię kocham. Taką, jaka jesteś. Proszę jedynie o to samo.
Twój,
Max
Rzuciłam kopertę na stół i skrzywiłam się. O co mu chodzi? Z nami koniec, mówiłam mu to. Może on ma jakiś problem, nie może pogodzić się z faktami, ale ja go nie kocham. Mam narzeczonego i jestem szczęśliwa. Niech on nie rujnuje mi życia.
Pozbierałam się i spojrzałam na zegar. Już 16:30! Szybko wskoczyłam w sukienkę, buty, wzięłam torebkę z komórką, prezencikiem i kluczami, poczym wyszłam. Postanowiłam pojechać taksówką. Bo było trochę daleko. Po 20 min jazdy dojechałam. Zapłaciłam kierowcy i pędem pobiegłam do wieżowca. Zadzwoniłam domofonem i usłyszałam miły głos:
- O, ( T.I. )! Właź, bo zmarzniesz – zaśmiała się ( I.T.P. ) i nacisnęła magiczny guzik. Prędko wlazłam. Po chwili zapukałam do mieszkania nr 69. Otworzyła mi uśmiechnięta ( I.T.P. ). Przywitałyśmy się, a ja wręczyłam prezent.
- Ale śliczne! - krzyknęła głośno, patrząc na dwa srebrne pierścionki. Jeden miał napis ( I.T.P ), a drugi Edward. Uśmiechnęłam się.
- To dla państwa zakochanych – powiedziałam ze śmiechem. ( I.T.P. ) momentalnie skierowała wzrok na mnie i uśmiechnęła się.
- Chodź, reszta już jest. Weszłam za nią do salonu, gdzie siedział Edward, dwóch jego znajomych, ( I.T.Z. ), i jeszcze jedna dziewczyna, oraz dwóch chłopaków w moim wieku. Rozsiadłam się na kanapie obok jakiegoś przystojniaka. Uśmiechnął się do mnie i mrugnął. Odwzajemniłam uśmiech. Po chwili zaczęliśmy rozmawiać. Podrywał mnie, a mi się to podobało. Około 01:00 zaczęliśmy grać w butelkę. Było wesoło, wszyscy, łącznie ze mną byli trochę wstawieni, ale zabawa była świetna. Zaliczyłam mnóstwo całusów, wypiłam sporo jak na mnie i towarzystwo było naprawdę świetne.
Rano ( no dobra, nie tak zupełnie rano ) obudziłam się na kanapie u ( I.T.P ). Bolała mnie głowa, ale o dziwo pamiętałam sporo z poprzedniej nocy. Kiedy to sobie przypomniałam, pomyślałam, że zachowałam się okropnie. Wobec Harrego, no bo w końcu całowałam się z jakimiś obcymi chłopakami, podrywałam ich. Wobec tych chłopaków, bo teraz będą sobie robić jakieś nadzieje, no i wobec mnie, bo wystawiłam swoją miłość, naćpałam się i zrobiłam z siebie jakąś szmatę.
Wściekła na siebie, dotarłam w końcu do domu i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. To mnie trochę uspokoiło, ale jeszcze bardziej zaczęłam tęsknić za Harrym. On uwielbiał te płatki. Zawsze robiłam mu je na śniadanie. A teraz go nie ma. Z oka kapnęła mi łza.

***

To już drugi z mojej serii o Hazzie. Na razie mam w zapasie trzecią część, ale planuję następne. Mam nadzieję, że ktoś to czyta i mu się to podoba xD W dalszym ciągu oczekuję na komenty. Bye!

Imagin o Harrym cz. 1

Otworzyłam oczy. Spojrzałam na puste miejsce obok mnie i westchnęłam. Jeszcze trochę, pocieszałam się, a znowu będę z Harrym. Oczywiście, nie chciałam, żeby marnował swoją karierę dla mnie, więc powiedziałam, że wytrzymam bez niego do listopada, ale szczerze mówiąc, bardzo mi go brakowało... Tych, jego zielonych oczu, uśmiechu... jego samego. On zawsze umiał mnie, pocieszyć, rozbawić...
No cóż. Zgramoliłam się z łóżka i otworzyłam szafę i wskoczyłam w rurki, conversy i mój stary sweter od cioci, po czym biorąc portfel i telefon, wyszłam na zakupy.
Ulice Londynu były pokryte promieniami słońca, co było dość rzadkie w tym mieście. Od razu poprawił mi się humor. Dziarskim krokiem ruszyłam w stronę Centrum. Po 15 minutach marszu dotarłam na rynek, po czym skręciłam do domu handlowego. Zwiedzałam sklepy z odzieżą, butami, biżuterią, perfumami, itp. Ostatecznie wracałam do domu z siedmioma bluzkami, trzema parami rurek, nowymi conversami, pięknym zestawem kolczyków i wisiorków oraz z sukienką. Droga była jak cholera, ale w końcu nie tylko mam słynnego i niezwykle bogatego chłopaka, ale i sama jestem bardzo popularną i wpływową kobietą. Nagrałam już wiele piosenek, a mój najnowszy hicior Crazy Love podbija świat.
Wracając do tematu, szłam sobie ulicą, cicho nucąc. Słońce powoli zachodziło, ale nadal było jasno,a po Londynie spacerowało mnóstwo ludzi. Nagle, coś przykuło mój wzrok. Jakiś chłopak machał do mnie. To chyba Hazza! Popędziłam w jego stronę i już wysunęłam przed siebie ręce, żeby paść mu w ramiona, gdy... zdałam sobie sprawę,że to nie mój narzeczony, tylko Max. Skrzywiłam się. Max był moim eks. Zerwałam z nim kiedyś, bo pewnego dnia dowiedziałam się, że mój, na oko idealny chłopak, był członkiem jakiegoś gangu, czy mafii. Nie znam się na tym, może był tylko jakimś zwykłym kieszonkowcem, ale dla mnie nawet najdrobniejsze przestępstwo było naganne. W ogóle nie akceptowałam przestępczości, uważałam, że prawo jest po to, by go przestrzegać. Dlatego z nim skończyłam. Nie chciałam spotykać się z przestępcą, o nie. Teraz patrząc na te jego oczy, które kiedyś tyle dla mnie znaczyły, chciałam się uśmiechnąć. O tak, oczy to on miał naprawdę boskie. Ale otrząsnęłam się.
- Cześć – mruknęłam cicho, po czym ruszyłam w stronę mojego i Harrego domu.
- (T.I.), zaczekaj! - krzyknął Max. Psiakrew. Odwróciłam się.
- Czego? Spieszę się, naprawdę. - spojrzałam na niego przewracając oczami.
- To może pójdziemy do ciebie? - uśmiechnął się zawadiacko. Wiedział, że kiedyś kochałam ten uśmiech.
- Nie bardzo – odparłam zimno, niezważając na jego rozczarowaną minę. Ruszyłam szybkim krokiem do domu. Chciałam przyjść, napić gorącej herbaty i pójść spać. Byłam padnięta po całym dniu przechadzania się po sklepach.
- (T.I), posłuchaj mnie chwilę. To tak cię uwiódł? A, no jasne, bogaty, uwielbiany przez dziewczyny, słodki pedałek. Czego chcieć więcej? - spojrzałam na niego – Kochany Harruś kontra niezbyt popularny chłopak w skórzanej kurtce. Prosty wybór, nie? No ale pomyśl chwilę. W czym ja jestem gorszy? W robieniu z siebie gwiazdy? W łóżku? A może, nie wiem, mam gorszych znajomych? Na pewno nie. Ja jestem prawdziwym facetem, na pewno nie wmówisz mi, że jestem od niego brzydszy, albo gorzej się ubieram. Ten twój kochaś to jakaś baba! Normalny facet nie chodzi w rurkach i trampeczkach w gwiazdki! Ani nie ma loczków, jak jakaś owca ze wsi! Kobieto, przejrzyj na oczy, wróć do mnie! Przecież widzę, że mnie kochasz!
- To idź do okulisty – szepnęłam i poszłam.
- (T.I)! Ja tego tak nie zostawię! - i poszedł. Było mi przykro. Byłam wściekła. Sam jest sobie winny, że go zostawiłam, mógł zachowywać się jak normalny człowiek. A co do Harrego... jak ten ch*j mógł tak wyzywać mojego narzeczonego! Baba z loczkami! Też mi coś, kurde. Prawdziwy mężczyzna się znalazł, noszący kolczyka w uchu. Zdenerwowana wróciłam do domu. Zgodnie z planem, zrobiłam sobie herbatę i zasnęłam.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

 ***

Dobra, mam nadzieję, że się wam podoba. Na razie nikt mojego bloga nie czyta, a fajnie by było ^^. Więc jeśli czytacie lub macie jakieś uwagi dotyczące tego imagina, to proszę o komentarze. Z góry dziękuję i pa pa! :*

Hej!!!

Jestem Natka, autorka bloga. Dodałam go, bo jestem Directionerką i chce zamieszczać tu posty, a w większości opowiadanka i imaginy o chłopakach. Mam nadzieję, że ten blog przypadnie wam do gustu i liczę na komentarze oraz wejścia. Z góry dziękuję i bye!