środa, 24 kwietnia 2013

Imagin o Harrym cz. 2

-->
- Jasne, ( I.T.P. ), pewnie, że będę. Nie przepuszczę takiej okazji! Takie imprezy nie zdarzają się codziennie! O siedemnastej, tak? Okej, dobra. Bye! - odłożyłam słuchawkę i zniecierpliwiona wywaliłam wszystko z szafy. Co by tu włożyć? Muszę wyglądać perfekcyjnie! ( I.T.P ) zaprosiła mnie na imprezę z okazji oświadczyn jej chłopaka, Edwarda. Chodzili ze sobą bardzo długo, ale widać dopiero teraz Ed zdecydował się związać z nią na dłużej. No cóż, odłożyłam swoje przemyślenia na później i zaczęłam grzebać w rzuconych na kanapę ciuchach. Moim oczom ukazała się zakupiona wczoraj sukienka. Pomyślałam, że dobrze byłoby się w niej pokazać. W końcu dokonałam wyboru, a konkretnie zdecydowałam się na nią wraz z czrnymi sandałami na obcasach oraz mini, czarną torebką. Włosy postanowiłam związać w luźny kok. Wyglądałam w nim zawsze zabójczo.
W oczekiwaniu na upragnioną godzinę, zrobiłam sobie pyszny i zarazem zdrowy obiad, a konkretnie zamówiłam nuggetsy z frytkami z McDonalda. Delektując się ich cudnym smakiem ledwie usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich czym prędzej i wyjrzałam przez wizjer. Przed drzwiami nikogo nie było, ale na wycieraczce leżała koperta i róża. Zdziwiona rozejrzałam się po korytarzu. Nikogo nie było. Dziwne. Po namyśle wzięłam różę i kopertę, która była zaadresowana do mnie. Przed otwarciem zastanawiałam się, od kogo to. Ale po wydostaniu ze środka listu, wszystko stało się jasne.
Kochana ( T.I. )!
Wiem, że koniec naszego związku był spowodowany moim błędem. Błędem, którego nigdy mi nie wybaczysz. Ale ja nie proszę o wybaczenie. Proszę o akceptację. Zawsze wierzyłaś w dobro, w prawo, że trzeba być dobrym i akceptować inność. A ludzie są różni. Ja jestem inny. Może ja też tak jak ty i inni, mam jakieś marzenia, cele, ambicje? Swój charakter i chęci? To, że mam osobliwe znajomości i robię osobliwe rzeczy, nie znaczy, że jestem gorszy. Więc proszę, zaakceptuj mnie takiego, jaki jestem. Zamiast szukać we mnie wad, szukaj zalet. Zrozum, że ja może wcale nie jestem taki zły, jak ci się wydaje. Ja dalej Cię kocham. Taką, jaka jesteś. Proszę jedynie o to samo.
Twój,
Max
Rzuciłam kopertę na stół i skrzywiłam się. O co mu chodzi? Z nami koniec, mówiłam mu to. Może on ma jakiś problem, nie może pogodzić się z faktami, ale ja go nie kocham. Mam narzeczonego i jestem szczęśliwa. Niech on nie rujnuje mi życia.
Pozbierałam się i spojrzałam na zegar. Już 16:30! Szybko wskoczyłam w sukienkę, buty, wzięłam torebkę z komórką, prezencikiem i kluczami, poczym wyszłam. Postanowiłam pojechać taksówką. Bo było trochę daleko. Po 20 min jazdy dojechałam. Zapłaciłam kierowcy i pędem pobiegłam do wieżowca. Zadzwoniłam domofonem i usłyszałam miły głos:
- O, ( T.I. )! Właź, bo zmarzniesz – zaśmiała się ( I.T.P. ) i nacisnęła magiczny guzik. Prędko wlazłam. Po chwili zapukałam do mieszkania nr 69. Otworzyła mi uśmiechnięta ( I.T.P. ). Przywitałyśmy się, a ja wręczyłam prezent.
- Ale śliczne! - krzyknęła głośno, patrząc na dwa srebrne pierścionki. Jeden miał napis ( I.T.P ), a drugi Edward. Uśmiechnęłam się.
- To dla państwa zakochanych – powiedziałam ze śmiechem. ( I.T.P. ) momentalnie skierowała wzrok na mnie i uśmiechnęła się.
- Chodź, reszta już jest. Weszłam za nią do salonu, gdzie siedział Edward, dwóch jego znajomych, ( I.T.Z. ), i jeszcze jedna dziewczyna, oraz dwóch chłopaków w moim wieku. Rozsiadłam się na kanapie obok jakiegoś przystojniaka. Uśmiechnął się do mnie i mrugnął. Odwzajemniłam uśmiech. Po chwili zaczęliśmy rozmawiać. Podrywał mnie, a mi się to podobało. Około 01:00 zaczęliśmy grać w butelkę. Było wesoło, wszyscy, łącznie ze mną byli trochę wstawieni, ale zabawa była świetna. Zaliczyłam mnóstwo całusów, wypiłam sporo jak na mnie i towarzystwo było naprawdę świetne.
Rano ( no dobra, nie tak zupełnie rano ) obudziłam się na kanapie u ( I.T.P ). Bolała mnie głowa, ale o dziwo pamiętałam sporo z poprzedniej nocy. Kiedy to sobie przypomniałam, pomyślałam, że zachowałam się okropnie. Wobec Harrego, no bo w końcu całowałam się z jakimiś obcymi chłopakami, podrywałam ich. Wobec tych chłopaków, bo teraz będą sobie robić jakieś nadzieje, no i wobec mnie, bo wystawiłam swoją miłość, naćpałam się i zrobiłam z siebie jakąś szmatę.
Wściekła na siebie, dotarłam w końcu do domu i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. To mnie trochę uspokoiło, ale jeszcze bardziej zaczęłam tęsknić za Harrym. On uwielbiał te płatki. Zawsze robiłam mu je na śniadanie. A teraz go nie ma. Z oka kapnęła mi łza.

***

To już drugi z mojej serii o Hazzie. Na razie mam w zapasie trzecią część, ale planuję następne. Mam nadzieję, że ktoś to czyta i mu się to podoba xD W dalszym ciągu oczekuję na komenty. Bye!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz