- Jasne, ( I.T.P. ),
pewnie, że będę. Nie przepuszczę takiej okazji! Takie imprezy nie
zdarzają się codziennie! O siedemnastej, tak? Okej, dobra. Bye! -
odłożyłam słuchawkę i zniecierpliwiona wywaliłam wszystko z
szafy. Co by tu włożyć? Muszę wyglądać perfekcyjnie! ( I.T.P )
zaprosiła mnie na imprezę z okazji oświadczyn jej chłopaka,
Edwarda. Chodzili ze sobą bardzo długo, ale widać dopiero teraz Ed
zdecydował się związać z nią na dłużej. No cóż, odłożyłam
swoje przemyślenia na później i zaczęłam grzebać w rzuconych na
kanapę ciuchach. Moim oczom ukazała się zakupiona wczoraj
sukienka.
Pomyślałam, że dobrze byłoby się w niej pokazać. W końcu
dokonałam wyboru, a konkretnie zdecydowałam się na nią wraz z
czrnymi sandałami na obcasach oraz mini, czarną torebką. Włosy
postanowiłam związać w luźny kok. Wyglądałam w nim zawsze
zabójczo.
W oczekiwaniu na
upragnioną godzinę, zrobiłam sobie pyszny i zarazem zdrowy obiad,
a konkretnie zamówiłam nuggetsy z frytkami z McDonalda. Delektując
się ich cudnym smakiem ledwie usłyszałam pukanie do drzwi.
Podeszłam do nich czym prędzej i wyjrzałam przez wizjer. Przed
drzwiami nikogo nie było, ale na wycieraczce leżała koperta i
róża. Zdziwiona rozejrzałam się po korytarzu. Nikogo nie było.
Dziwne. Po namyśle wzięłam różę i kopertę, która była
zaadresowana do mnie. Przed otwarciem zastanawiałam się, od kogo
to. Ale po wydostaniu ze środka listu, wszystko stało się jasne.
Kochana ( T.I. )!
Wiem, że koniec
naszego związku był spowodowany moim błędem. Błędem, którego
nigdy mi nie wybaczysz. Ale ja nie proszę o wybaczenie. Proszę o
akceptację. Zawsze wierzyłaś w dobro, w prawo, że trzeba być
dobrym i akceptować inność. A ludzie są różni. Ja jestem
inny. Może ja też tak jak ty i inni, mam jakieś marzenia, cele,
ambicje? Swój charakter i chęci? To, że mam osobliwe znajomości i
robię osobliwe rzeczy, nie znaczy, że jestem gorszy. Więc proszę,
zaakceptuj mnie takiego, jaki jestem. Zamiast szukać we mnie wad,
szukaj zalet. Zrozum, że ja może wcale nie jestem taki zły, jak ci
się wydaje. Ja dalej Cię kocham. Taką, jaka jesteś. Proszę
jedynie o to samo.
Twój,
Max
Rzuciłam
kopertę na stół i skrzywiłam się. O co mu chodzi? Z nami koniec,
mówiłam mu to. Może on ma jakiś problem, nie może pogodzić się
z faktami, ale ja go nie kocham. Mam narzeczonego i jestem
szczęśliwa. Niech on nie rujnuje mi życia.
Pozbierałam
się i spojrzałam na zegar. Już 16:30! Szybko wskoczyłam w
sukienkę, buty, wzięłam torebkę z komórką, prezencikiem i
kluczami, poczym wyszłam. Postanowiłam pojechać taksówką. Bo
było trochę daleko. Po 20 min jazdy dojechałam. Zapłaciłam
kierowcy i pędem pobiegłam do wieżowca. Zadzwoniłam domofonem i
usłyszałam miły głos:
-
O, ( T.I. )! Właź, bo zmarzniesz – zaśmiała się ( I.T.P. ) i
nacisnęła magiczny guzik. Prędko wlazłam. Po chwili zapukałam do
mieszkania nr 69. Otworzyła mi uśmiechnięta ( I.T.P. ).
Przywitałyśmy się, a ja
wręczyłam prezent.
- Ale
śliczne! - krzyknęła głośno, patrząc na dwa srebrne
pierścionki. Jeden miał napis ( I.T.P ), a drugi Edward.
Uśmiechnęłam się.
- To
dla państwa zakochanych – powiedziałam ze śmiechem. ( I.T.P. )
momentalnie skierowała wzrok na mnie i uśmiechnęła się.
-
Chodź, reszta już jest. Weszłam za nią do salonu, gdzie siedział
Edward, dwóch jego znajomych, ( I.T.Z. ), i jeszcze jedna
dziewczyna, oraz dwóch chłopaków w moim wieku. Rozsiadłam się na
kanapie obok jakiegoś przystojniaka. Uśmiechnął się do mnie i
mrugnął. Odwzajemniłam uśmiech. Po chwili zaczęliśmy rozmawiać.
Podrywał mnie, a mi się to podobało. Około 01:00 zaczęliśmy
grać w butelkę. Było wesoło, wszyscy, łącznie ze mną byli
trochę wstawieni, ale zabawa
była świetna. Zaliczyłam mnóstwo całusów, wypiłam sporo jak na
mnie i towarzystwo było naprawdę świetne.
Rano
( no dobra, nie tak zupełnie rano ) obudziłam się na kanapie u (
I.T.P ). Bolała mnie głowa, ale o dziwo pamiętałam sporo z
poprzedniej nocy. Kiedy to sobie przypomniałam, pomyślałam, że
zachowałam się okropnie. Wobec Harrego, no bo w końcu całowałam
się z jakimiś obcymi chłopakami, podrywałam ich. Wobec tych
chłopaków, bo teraz będą sobie robić jakieś nadzieje, no i
wobec mnie, bo wystawiłam swoją miłość, naćpałam się i
zrobiłam z siebie jakąś szmatę.
Wściekła
na siebie, dotarłam w końcu do domu i zrobiłam sobie płatki z
mlekiem. To mnie trochę uspokoiło, ale jeszcze bardziej zaczęłam
tęsknić za Harrym. On uwielbiał te płatki. Zawsze robiłam mu je
na śniadanie. A teraz go nie ma. Z oka kapnęła mi łza.
***
To już drugi z mojej serii o Hazzie. Na razie mam w zapasie trzecią część, ale planuję następne. Mam nadzieję, że ktoś to czyta i mu się to podoba xD W dalszym ciągu oczekuję na komenty. Bye!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz